czwartek, 11 lipca 2013

LATO.





Strasznie długo mnie tu nie było. Jakoś nie miałam inwencji do pisania, choć na swoich ulubionych blogach bywałam regularnie.
 Lato zaczęło się na dobre. I super, bo wiosny nie było prawie wcale. Kwitną krzewuszki, jaśminy , tawuły, hortensje. Jest upalnie i cudnie. Mąż zrobił w ogrodzie oświetlenie, można pospacerować również nocą.







W stawiku w słoneczne dni tuż pod powierzchnią wody wygrzewają się rybki. Cieszę się, bo byłam pewna, że po ostatniej powodzi wymiotło wszystkie, a jednak przetrwały.
 Tylko warzywnik w tym roku marny. Wszystko rośnie słabo, jakby zaklęte było. Mszyce, stonki, ślimaki, śmietki, dziesiątkują warzywa i są odporne na naturalne środki. A i ,,słodkie" sarenki nie szczędzą sobie, nie bojąc się 2 strachów wbitych w ziemię. Cóż, ten rok na straty...
 W wolnych chwilach trochę szyłam, ale nie mam teraz do tego serca, wolę poczytać na tarasie. Ostatnia produkcja ( pościel dla chłopczyka) została niemal wymuszona na mnie.


Na razie maszyna w kąt. Wyjeżdżam na urlop- czas odpocząć. Słońca dużo wszystkim życzę!

PS.    WAŻNE!!! WYSTARCZY KLIKNĄĆ W LINK.
Wszystkich moich blogowych przyjaciół, tych, którzy o mnie nie zapomnieli i tych, którzy tu zaglądają bezimiennie, BARDZO, BARDZO PROSZĘ- kliknijcie codziennie w poniższy link. Dzięki temu pewien wartościowy i ambitny chłopak może dostać stypendium. Wiem, że można na Was liczyć, więc- dziękuję wszystkim, którzy to uczynią:))
KLIK

piątek, 31 maja 2013

Nie zdążyłam nacieszyć się majem...

Nie było mi dane nacieszyć się majem. Wciąż było zimno i sucho. Wszystko rosło słabo, wolno, nie tak, jak w maju bywa. Ogród warzywny stanął, jak zaczarowany. Gliniasta gleba zbiła się i zaskorupiła tak. że nie było mowy o pieleniu. Teraz od kilku dni leje- znowu nie mogę wyjść do swoich roślinek. Ciągły brak słońca działa na mnie depresyjnie. Nie mam chęci do niczego- nawet szycie zarzuciłam.

Bzy kwitły na tarasie, a ja nawet nie zdążyłam wypić porannej kawy w ich towarzystwie.

Do dupy z takim majem. Oby czerwiec przywitał nas niekończącym się słońcem.



niedziela, 5 maja 2013

Pomalutku, po cichutku...

Pomalutku, po cichutku przyszła do mnie wiosna. Jeszcze nieśmiało, zimnym rankiem i chłodnym wieczorem, mgłą na polu i słabo przebijającym się przez gęste chmury słońcem, ale już jest. Oznajmiły jej nadejście skowronki, rechot żab w moim stawiku i wołająca z każdego kąta ogrodu robota. Można by rzec, że wiosna zaskoczyła mnie w tym roku, jak zima drogowców:) Trochę chorowałam, trochę leżałam w szpitalu, a potem sił nie było. A ogród wymaga troski i nie chce czekać, aż wydobrzeję. Powiedzmy, że w tym roku nie będzie perfekcyjny- trudno. Mlecz na grządce też urok swój ma, jakoś wytłumaczę to mojemu poczuciu estetyki.










W ogrodzie zaczęło się życie. Na stawie zamieszkały dzikie kaczki, a na polu zagościły sarny. Zanim się zreflektowałam, obżarły szczaw, truskawki i okorowały drzewka w moim warzywniku. Jedna z nich jest jest chyba albinosem- wyraźnie różni się kolorem od pozostałych.




I tak sobie wszyscy powolutku, po cichutku urzędujemy w tym naszym Skrawku Nieba. Buziaki.


środa, 3 kwietnia 2013

Ni widu, ni słychu...

Święta już za nami, a tu wiosny ani śladu. Tak wyglądał mój ogród w Wielkanoc:
Widok o tej porze roku nader niemiły. Rozsady rachityczne, nie chcą rosnąć, są wiotkie i wybujałe. Boję się, że po tej długiej zimie nastąpi z dnia na dzień lato i rozsada ciężko się przyjmie. Poza tym okres wegetacji niektórych roślin już się skrócił. O tej porze bób i groch już dawno były w ziemi, a i cebula dymka rosła na grządkach. Kiepsko.
 Na dworze wciąż zimno. Ptaki zamiast gniazdować siedzą cicho. Budki w tym roku są puste. I skowronka jeszcze nie słyszałam... Bażanty kręcą się wokół karmnika, a na noc siedzą na gałęziach modrzewi tuż pod oknami. Takie moje kury:)
Wyglądają jak wielkie bąble. A co ciekawe- na drzewach nocują tylko samce, samiczki siedzą w zaroślach.
Zbyt długo to wszystko się przeciąga. I zwierzęta i ludzie mają dość zimy. Nadmiar jednak szkodzi. A podobno mamy globalne ocieplenie, ale do cholery GDZIE????




sobota, 16 marca 2013

Wiosna w pastelach.

 Za oknem śnieg i 6 stopni mrozu, a u mnie wiosna. Najpierw zagościła na jadalnianej półeczce
a potem rozpanoszyła się na dobre
Kosz jest pełen ocieplaczków na wielkanocne jajka. W pastelach oczywiście:)

Błękity, turkusy, róże i zielenie. Tak ma być. Muszę dodać kolorków swojemu życiu:)

Wiosenna kolekcja uszyta, wiosna spokojnie może zagościć więc również w moim ogrodzie. Teraz mam dla niej czas:)