środa, 26 września 2012

Następna kołderka.

Dziś nowa kołderka, uszyta do wcześniejszych króliczków- marynarzy. Miała byś czerwono- granatowo- biała.Oto ona:
Zdjęcia robione wieczorem, więc w słabym świetle. A to cukieraski, które wczoraj przywiózł zza morza kurier. Kasiu, dziękuję!
Od jutra- obiecuję - wpadam w ogród, a maszyna na razie w kąt! Dziękuję wszystkim za to, że nadal mnie odwiedzacie i za dobre słowo pod postem. Buziaki!


poniedziałek, 24 września 2012

Wpadam tylko na chwilkę zamieścić nowe zdjęcia, bo ostatnio czas się mocno skurczył, a kula ziemska chyba szybciej krążyć zaczęła:). Oto para młoda , duża, 60cm.
A to marynarskie króliczki, dwa, żeby wybór był:)

Na tapecie jeszcze kołderka marynistyczna, a do ludzi poszła już seria kapturków na czajniczki i podkładki, których nie zdążyłam sfotografować.Doba jest za krótka, a ogród też żąda mojej obecności, więc znikam.

środa, 29 sierpnia 2012

No i mamy kończące się lato. Czas po urlopie wrócić do pracy, uporządkować ogród , zebrać plony. A jest co zbierać! Na wielkiej górze kompostu urosły sobie dynie- dorodniejsze, niż w ubiegłym roku i w wielkich ilościach!
Wylazły sobie po prostu pewnego dnia na wierzch i z dnia na dzień zajmowały więcej miejsca, jakby chciały zapanować nad warzywnikiem:) Codziennie były przeze mnie witane i chwalone, że tak ładnie  rosną, więc się odwdzięczają.

Udały się też bakłażany, choć bardzo długo nie chciały wiązać owoców. Swoim darem przekonywania podziałałam i są:)
Spiżarnia załadowana po brzegi( powiem w tajemnicy, że ilość weków jest trzycyfrowa!!!!). Będzie co rozdawać zimą!
W międzyczasie( o ile coś takiego posiadam :) powstały nowe aniołki i kołderki : damska ( się wykańcza), męska i ..nijaka( może być piknikowa, zainspirowana moimi dyńkami). Oto moje hendymendy:
Ciekawe, czy ktoś dotrwał do końca tego posta?:) Pozdrawiam pracowicie.
PS. Ewuniu z Przytulnego Domu , zdjęcie największej dyni dedykuję dla Ciebie, Ty wiesz, dlaczego:)



niedziela, 5 sierpnia 2012

Jestem.

Wreszcie mogę napisać, że ogród doszedł po powodzi do siebie. Brud spłukały ciągle padające deszcze, naniesione drzewo poszło do ogniska, śmieci zebrane, trawa( z trudem ! , bo wciąż było mokro)wykoszona. Jako wspomnienie zostały roje komarów, które atakują nawet w pełnym słońcu. Ale jest fajnie. A jak wspomnę, co działo się w pogodzie tego lata, to myślę, że i tak mamy szczęście.
 Ryb w stawiku niestety nie ma, za to mamy całą armię ślicznych, zielonych żab, które drą się w nocy. Rybki popłynęły z falą.Ta czerwona chatka na trzech pierwszych zdjęciach to mój garaż. Powstał całkiem niedawno. Szkoda, że nie koziarnia, bo lubię kozy :) i kiedyś będę je mieć( jak mąż zmięknie).

   Lato w pełni, szczególnie w warzywniku. Popatrzcie sami:
Na wielkiej górze kompostu rozbujały się dynie.
Udało mi się wyhodować nawet arbuza, na gruncie!
Na szczęście warzywnik jest za domem i tam woda nie dochodzi, więc powódź mu nie grozi. Gdyby to wszystko popłynęło, zapłakałabym się na śmierć!
 A na koniec poczęstujcie się moimi pomidorkami, są pyszne!

P.S
Serdecznie dziękuję dziewczynom, które na swoich blogach zamieściły informacje o powodzi! Macie wielkie serca! Dziękuję też wszystkim, którzy pomogli! Buziaki!


 


sobota, 7 lipca 2012

Jeszcze o powodzi.

Najpierw dziękuję wszystkim za słowa współczucia i otuchy. Jak pisałam, mój dom nie ucierpiał, bo jest na górce, choć mało brakowało tym razem. Ogród dolny- jak go nazywam- niestety tak, ale wiem, że odżyje, bo jest zalewany mniej więcej co dwa lata. Sprzątanie, smród, gzy i komary trzeba po prostu przeżyć. Poza tym mam jeszcze drugą część ogrodu- za domem- gdzie mogę odpocząć. Nie liczę strat, bo tak naprawdę to, co się u mnie stało, to żadne straty.  Wczoraj pojechałam rowerem obejrzeć wieś( samochodem się nie da, bo nie ma dróg). Chciałam porobić kilka zdjęć ukazujących ogrom zniszczeń, ale po prostu i po ludzku nie mogłam. Niektóre domy zalane po sufity, przewrócone samochody, wbite w mur, poskładane garaże, komórki, tony śmieci, drzewa, latarnie, a w tym wszystkim ludzie. Smutni, przygarbieni, jakby mieli sto lat więcej. Zaszlamiałe - kiedyś ubrania, już szmaty- wiszące na płotach, resztki dobytku, spuchnięte meble bez drzwiczek, rozklekotane, śmierdzące łóżka. I kobiety ze ścierkami próbujące coś ratować.... Co można było uratować po czymś takim?


Jeszcze gorzej jest w Uboczu, sąsiedniej wsi. Też do obejrzenia na youtube. Potrzebne są środki czystości, na już. Można je wysyłać na adres gminy lub parafii w Olszynie Lubańskiej. Być może, jeżeli napiszecie o tym na swoich blogach, znajdzie się ktoś, kto zechce pomóc. Oto namiary:

Urząd Gminy Olszyna
ul. Wolności 6
59-830 Olszyna
województwo dolnośląskie

telefon: 75 721-23-68
faks: 75 721-20-50

Adres e-mail

poczta@olszyna.pl


piątek, 6 lipca 2012

Co to było?????

Chciałam mieć dom nad rozlewiskiem- to mam. Gorąco, słońce świeciło i nikt nie spodziewał się tego, co się stało. Najpierw był szum i to nie szumiały moje topole, oj nie. Potem było już tak:
Mój piękny ogród przestał istnieć. Zaledwie kilka minut. Woda szła całą noc. Został szlam, błoto, śmieci, sterty siana, deski i inne badziewia. I smród.
Nawet nie chce się pisać. Ale i tak się cieszę, bo woda tylko w piwnicy, a ludzie nie mają w domach nic. Asfalt z drogi też zabrało. I latarnie. To co pokazują w telewizji jest tylko małym fragmencikiem ogromu zniszczeń. Płakać się chce.

To niebieskie kółko to mój basen, duży basen, który zniknął w całości.
A tu była droga. Cały czas świeciło słoneczko i deszcz nie padał. Burza przyszła dopiero w nocy. Gdzie były pytam!!!! jakieś służby, które ostrzegłyby ludzi przed tym czymś? Przecież zalewało wioski powyżej, wystarczyłby samochód z  megafonem- ludzie mogli chociaż auta wyprowadzić, zabrać, co najpotrzebniejsze. Teraz nie mają nic. Siedzą przed domami płacząc. A ciekawscy przyjeżdżają pocykać zdjęcia, ot co.

środa, 27 czerwca 2012

Dom mojego dzieciństwa.

Kiedyś mieszkałam w pięknym, starym, poniemieckim domu.  Mój dziadek otrzymał go jako mienie przesiedleńcze.
Gospodarka była piękna, wielka, składała się z domu mieszkalnego i budynków gospodarczych w zabudowie podkowy, z dużym podwórkiem w środku. Był sad( pyszne gruszki klapsy!), strumyczek, stawik, własny kawałek lasu i ziemia. Na takiej wsi się wychowałam.Wciąż pamiętam obrazy, zapachy, kolory, choć minęło lat koło 40.Wciąż ciągnie mnie do tego domu , wciąż mi się śni.
Kiedy umarli dziadkowie, rodzice sprzedali gospodarstwo. Przeszło wiele zawirowań, zostało mocno zdewastowane,  trafiło pod PGR. Teraz rozkwitło. Zaopiekowali się nim młodzi ludzie z pasją. Częściowo odnowili, odkrywając to, co w nim piękne( autentyczne belki, cegły, posadzka w kuchni- tylko centryfugi brak!- kto teraz wie, co to jest????)
Prowadzą gospodarstwo agroturystyczne i hodowlę zachowawczą konika polskiego.
Jeżeli nie wiecie jeszcze, gdzie się wybrać na wakacje, zapraszam do mojego starego domu.W pobliżu jest jezioro , zamek Czocha( chyba widzieliście film ,,Gdzie jest generał " i ,,Tajemnica twierdzy szyfrów"?- tam kręcone). No cóż tu więcej pisać- toż to tajemniczy Dolny Śląsk :)) i mój ukochany dom!
Znajdziecie ich na www.stadninaizery.com ( Joanna Chyłek ) lub pod numerem 661 189 132   , 665 304 202. Pozdrawiam wakacyjnie!