niedziela, 21 sierpnia 2011

Nie chcę wyjść z wprawy...

Miałam na urlopie szyć, jeździć na rowerze itd. tymczasem kurs prawa jazdy zabrał mi wszystkie wolne chwile. Żeby nie wyjść z wprawy powstały trzy anioły zalatujące lekko jesienią....






wtorek, 9 sierpnia 2011

JOHOHO ! juhuhu!

Johoho i johuhu zdałam właśnie prawo jazdy za pierwszym razem i maja córcia też- zdawałyśmy dziś razem !!!!!
 Idę pić wódkę! Pozdrawiam  pana egzaminatora Marka K. z Jeleniej Góry. Ijooohooohooo !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

środa, 3 sierpnia 2011

Słonecznie.







Otrzymałam ostatnio 2 wyróżnienia, za które bardzo chciałam podziękować Ani z Niesfornych Szmatek i Aradhel  ze Słonecznego Niezapominania .  Dziewczyny jesteście kochane, dzięki, że o mnie pamiętacie, czuję się zaszczycona.






Wyróżnienie to chciałam przekazać następującym osobom:

Mirelce ze Źródełka Marzeń
Reni z Ażurowych Marzeń
Angelice z Zacisza Mojego Domu
Asi z Brzozowego Zakątka
Ewie z Przytulnego Domu
Danusi ze Ściborówki
Niesławie z Domu Prawie Moich Marzeń

A teraz 7 rzeczy, których jeszcze o mnie nie wiecie( będzie krótko, bo czasu jak zwykle brak)
1. Zawsze wątpię w swoje siły i możliwości ,więc wciąż muszę udowadniać, że potrafię , wkręcając się w stres i komplikując sobie życie.
2.Lubię plewić grządki. To mnie wycisza. Podczas plewienia dobrze się myśli porządkuje.
3. Po 40-stce zaczęłam przepadać za słodyczami, a wcześniej wolałam śledzie.
4. Jestem osobą bardzo odpowiedzialną.
5. Kiedyś podobno byłam straszną bałaganiarą- tak twierdzi moja sister. Ja w to nie wierzę, teraz mam raczej coś z detektywa Monka-każdy gadżecik musi stać na swoim miejscu.
6. Nienawidzę prasowania.
7.Uważam, że Panu Bogu bardziej niż  ludzie udały się zwierzęta i rośliny.
To tyle o mnie. Wystarczy .
 A oto poranne zbiory
i kawałek tarasiku
Pozdrawiam słonecznie!

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

A lato ucieka...

Tyle obiecałam sobie, że zrobię podczas urlopu , a tu ciągle czasu brak. W dodatku na dworze ostatnio zimno, deszczowo. Nie zdążyłam się wygrzać na słoneczku i czuję, jak lato ucieka.Nie o tym jednak miało być . Chciałam napisać o przyjacielu, którego wywiozłam do lasu.
Nie pisałam ,bo wstyd było się przyznawać. Trzy tygodnie temu wrócił z chorą łapką. Nie mógł chodzić i bardzo cierpiał. Do weterynarza jest kilka kilometrów, a mąż- jedyny kierowca w moim domu- akurat pracował do późnej nocy. Cóż było robić- zapakowałam Dzikuska w kosz do przewozu kotów, przywiązałam sznurkiem do bagażnika w rowerze i do lekarza. Synek ubezpieczał tyły . Niestety w połowie drogi szarpiący się kot wyrwał drzwi i prysnął w zarośla.  Mimo chorej łapy nie dałam rady go złapać . Pewnie bał się mnie- przecież na siłę zapakowałam go do klatki. Szukaliśmy całe popołudnie- nadaremnie. Ludzie ze wsi śmiali się z wariatki , która ze łzami w oczach i z trzęsącą się brodą szukała kota.Długo nie mogłam sobie darować, że chore zwierzę zginie przeze mnie. Minęło dwa tygodnie. Sąsiadka- z tych wszystkowiedzących- doniosła mi, że widziała właśnie takiego kota niedaleko miejsca, w którym uciekł, rozjechanego na drodze.Było mi przykro i miałam poczucie winy.I właśnie kiedy straciłam już całą nadzieję- wrócił! Przeraźliwie chudy , prawie dziki- zawsze taki trochę nieufny  był. Nie mógł się najeść- teraz bałam się , że zdechnie z przejedzenia! I nie wytłumaczył się, gdzie był! Dobrze, że jest.
    Dziś dzień bez jazdy , więc poszalałam trochę w kuchni. Trzeba przecież przerobić to, co wyhodowałam, a jest tego niemało!


Są ogóry kiszone, konserwowe na słodko, w zalewie musztardowej- brzydko wyglądające, ale smakujące wyśmienicie, z chili,  z curry, z sosem sojowym z zieleniną, z przyprawą do grila i sama nie pamiętam już, jeszcze jakie. Jest też sos warzywny  do makaronu - mój synek nie lubi warzyw, ale lubi spaghetti- więc jakoś te warzywka trzeba przemycać.

Na zawekowanie czeka jeszcze sałatka z cukinii.

Do piwnicy zniosłam już 112 słoiczków- więc przy takiej produkcji na ozdabianie nie ma czasu. Robię to dopiero, gdy idą do ludzi- w darach oczywiście. Takie sobie dusiowe smaczki. Smacznego!

niedziela, 17 lipca 2011

Kosz pełen lata.



No i masz babo placek. Planowałam, że na urlopie tyle zrobię i na nic nie mam czasu. Ledwo chałupę ogarniam. Zaczęły się warzywa, przetwory, ogórki itd- kto robi weki wie ,co mam na myśli. W dodatku nauka jazdy pochłania mi dużo czasu- wyjazdy na lekcje do miasta wojewódzkiego, gdzie zdawać będę egzamin, trwają 6 godzin, po których mam wyprany mózg , sztywny kark i bolące mięśnie od kurczowego ściskania kierownicy :). Staram się jednak zajrzeć do swoich blogowych koleżanek, choć nie zostawiam komentarza- wybaczcie.
A oto mój warzywnik:





 Jeden wielki busz. Hojnie w tym roku obrodził, więc kosze pełne lata dostają ode mnie wszyscy moi znajomi- przecież sama tego nie przejem, a lubię sprawiać innym radość.Warzywnik musiałam ogrodzić -sprawne oko zapewne dojrzało sznurki i puszki po piwie. Pisałam Wam już, że goszczą się u mnie sarny- zimą zniszczyły mi dużo krzewów, a teraz zwąchały świeże warzywka, więc zalatują, jak do siebie. Kocham zwierzęta, ale nie lubię, jak niszczą mają pracę.I jeszcze na deser pomidorki z mojej wiosennej armii:

Ps. Lecą grzebać w aparacie, bo wszystkie zdjęcia ostatnio robi w kolorze blue. Buziaczki!

poniedziałek, 4 lipca 2011

A deszcz pada i pada...

Trzeci dzień leje prawie bezustannie. Szaro ponuro, zimno, nic się nie chce.Między jedną , a drugą ulewą zebrałam malinki, które już prosiły o zerwanie.


Część poszła od razu na koktajl, reszta do nalewki.


Pisałam ostatnio, że zaczęłam się na starość czegoś uczyć. To miała być tajemnica, nie chciałam , aby w razie porażki ktoś się śmiał ( jako że koleżanki i koledzy z pracy czasem tu wpadają ). Niestety szydło z worka wyszło dość szybko- kolega z pracy widział mnie na pierwszej jeździe, bo właśnie po 40-stce na kurs ten się zapisałam.I gdyby nie fakt, że od razu zapłaciłam całość( sknera jestem! ) pewnie już bym zrezygnowała. Każda lekcja jazdy to ból brzucha przed.Za dużo nerwów, za dużo stresu.Niestety, taka już jestem, że wszystko, co robię musi być zrobione perfekcyjnie , a jeździć od razu perfekcyjnie się nie da :( Pocieszam się, że i tak jest już lepiej- przynajmniej trzymam się swojego pasa ruchu !!! Dziś będę jeździć do tyłu po łuku. O matko, ostatnio, jak się tego uczyłam, myślałam, że coś z oczami mam, zeza jakiegoś okresowego dostałam, czy jaka cholera, bo za groma pachołka pomiędzy zagłówkami nie widzę!! I na dodatek, jak się do tyłu patrzę, to kierunki skrętu kierownicy mi się mylą!! Podejrzewam, że niejeden z kilkoma promilami jedzie prościej.Biedna moja instruktorka.....Idę pojeździć, buziaki.

niedziela, 19 czerwca 2011

Zapraszam na niedzielne śniadanko.


 Chlebek z dynią własnego wypieku, pomidorki z mozarellą i bazylią posypane kwieciem , świeże masełko, tarasik, śpiew ptaków, czerwcowe słoneczko- czy czegoś trzeba więcej? Lubię leniwe niedzielne poranki, kiedy ogród ogarnięty , a trawa wykoszona. Jeszcze tylko kilka dni pracy i wakacje! Nie planuję  w tym roku żadnych wyjazdów- będę się lenić, długo spać , jeździć na rowerze i robić wszystko to, co lubię.Zamierzam tez troszkę poszyć. Pierwsza anielica z serii big-mama już jest :
Ma fajne udka , kocyk i spinacz-będzie wywieszać pranie.

Zaczęłam też na stare lata uczyć się pewnej umiejętności - nie mogę na razie zdradzić jakiej, powiem tylko,że idzie mi jak krew z nosa. Kolejny raz przekonuję się, że na wszystko w życiu jest czas.Życzę wszystkim podczytującym, aby go nie przespały !