Miałam na urlopie szyć, jeździć na rowerze itd. tymczasem kurs prawa jazdy zabrał mi wszystkie wolne chwile. Żeby nie wyjść z wprawy powstały trzy anioły zalatujące lekko jesienią....
Jestem żoną , matką, domatorką. Najbardziej na świecie kocham moje dzieci, męża i swój dom - wymarzony skrawek nieba.Jeżeli przypadkiem trafisz do mojego świata, proszę ,zostaw choć malutki ślad.
niedziela, 21 sierpnia 2011
wtorek, 9 sierpnia 2011
JOHOHO ! juhuhu!
Johoho i johuhu zdałam właśnie prawo jazdy za pierwszym razem i maja córcia też- zdawałyśmy dziś razem !!!!!
Idę pić wódkę! Pozdrawiam pana egzaminatora Marka K. z Jeleniej Góry. Ijooohooohooo !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Idę pić wódkę! Pozdrawiam pana egzaminatora Marka K. z Jeleniej Góry. Ijooohooohooo !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
środa, 3 sierpnia 2011
Słonecznie.
Otrzymałam ostatnio 2 wyróżnienia, za które bardzo chciałam podziękować Ani z Niesfornych Szmatek i Aradhel ze Słonecznego Niezapominania . Dziewczyny jesteście kochane, dzięki, że o mnie pamiętacie, czuję się zaszczycona.
Wyróżnienie to chciałam przekazać następującym osobom:
Mirelce ze Źródełka Marzeń
Reni z Ażurowych Marzeń
Angelice z Zacisza Mojego Domu
Asi z Brzozowego Zakątka
Ewie z Przytulnego Domu
Danusi ze Ściborówki
Niesławie z Domu Prawie Moich Marzeń
A teraz 7 rzeczy, których jeszcze o mnie nie wiecie( będzie krótko, bo czasu jak zwykle brak)
1. Zawsze wątpię w swoje siły i możliwości ,więc wciąż muszę udowadniać, że potrafię , wkręcając się w stres i komplikując sobie życie.
2.Lubię plewić grządki. To mnie wycisza. Podczas plewienia dobrze się myśli porządkuje.
3. Po 40-stce zaczęłam przepadać za słodyczami, a wcześniej wolałam śledzie.
4. Jestem osobą bardzo odpowiedzialną.
5. Kiedyś podobno byłam straszną bałaganiarą- tak twierdzi moja sister. Ja w to nie wierzę, teraz mam raczej coś z detektywa Monka-każdy gadżecik musi stać na swoim miejscu.
6. Nienawidzę prasowania.
7.Uważam, że Panu Bogu bardziej niż ludzie udały się zwierzęta i rośliny.
To tyle o mnie. Wystarczy .
A oto poranne zbiory
i kawałek tarasiku
Pozdrawiam słonecznie!
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
A lato ucieka...
Tyle obiecałam sobie, że zrobię podczas urlopu , a tu ciągle czasu brak. W dodatku na dworze ostatnio zimno, deszczowo. Nie zdążyłam się wygrzać na słoneczku i czuję, jak lato ucieka.Nie o tym jednak miało być . Chciałam napisać o przyjacielu, którego wywiozłam do lasu.
Nie pisałam ,bo wstyd było się przyznawać. Trzy tygodnie temu wrócił z chorą łapką. Nie mógł chodzić i bardzo cierpiał. Do weterynarza jest kilka kilometrów, a mąż- jedyny kierowca w moim domu- akurat pracował do późnej nocy. Cóż było robić- zapakowałam Dzikuska w kosz do przewozu kotów, przywiązałam sznurkiem do bagażnika w rowerze i do lekarza. Synek ubezpieczał tyły . Niestety w połowie drogi szarpiący się kot wyrwał drzwi i prysnął w zarośla. Mimo chorej łapy nie dałam rady go złapać . Pewnie bał się mnie- przecież na siłę zapakowałam go do klatki. Szukaliśmy całe popołudnie- nadaremnie. Ludzie ze wsi śmiali się z wariatki , która ze łzami w oczach i z trzęsącą się brodą szukała kota.Długo nie mogłam sobie darować, że chore zwierzę zginie przeze mnie. Minęło dwa tygodnie. Sąsiadka- z tych wszystkowiedzących- doniosła mi, że widziała właśnie takiego kota niedaleko miejsca, w którym uciekł, rozjechanego na drodze.Było mi przykro i miałam poczucie winy.I właśnie kiedy straciłam już całą nadzieję- wrócił! Przeraźliwie chudy , prawie dziki- zawsze taki trochę nieufny był. Nie mógł się najeść- teraz bałam się , że zdechnie z przejedzenia! I nie wytłumaczył się, gdzie był! Dobrze, że jest.
Dziś dzień bez jazdy , więc poszalałam trochę w kuchni. Trzeba przecież przerobić to, co wyhodowałam, a jest tego niemało!
Są ogóry kiszone, konserwowe na słodko, w zalewie musztardowej- brzydko wyglądające, ale smakujące wyśmienicie, z chili, z curry, z sosem sojowym z zieleniną, z przyprawą do grila i sama nie pamiętam już, jeszcze jakie. Jest też sos warzywny do makaronu - mój synek nie lubi warzyw, ale lubi spaghetti- więc jakoś te warzywka trzeba przemycać.
Na zawekowanie czeka jeszcze sałatka z cukinii.
Do piwnicy zniosłam już 112 słoiczków- więc przy takiej produkcji na ozdabianie nie ma czasu. Robię to dopiero, gdy idą do ludzi- w darach oczywiście. Takie sobie dusiowe smaczki. Smacznego!
Nie pisałam ,bo wstyd było się przyznawać. Trzy tygodnie temu wrócił z chorą łapką. Nie mógł chodzić i bardzo cierpiał. Do weterynarza jest kilka kilometrów, a mąż- jedyny kierowca w moim domu- akurat pracował do późnej nocy. Cóż było robić- zapakowałam Dzikuska w kosz do przewozu kotów, przywiązałam sznurkiem do bagażnika w rowerze i do lekarza. Synek ubezpieczał tyły . Niestety w połowie drogi szarpiący się kot wyrwał drzwi i prysnął w zarośla. Mimo chorej łapy nie dałam rady go złapać . Pewnie bał się mnie- przecież na siłę zapakowałam go do klatki. Szukaliśmy całe popołudnie- nadaremnie. Ludzie ze wsi śmiali się z wariatki , która ze łzami w oczach i z trzęsącą się brodą szukała kota.Długo nie mogłam sobie darować, że chore zwierzę zginie przeze mnie. Minęło dwa tygodnie. Sąsiadka- z tych wszystkowiedzących- doniosła mi, że widziała właśnie takiego kota niedaleko miejsca, w którym uciekł, rozjechanego na drodze.Było mi przykro i miałam poczucie winy.I właśnie kiedy straciłam już całą nadzieję- wrócił! Przeraźliwie chudy , prawie dziki- zawsze taki trochę nieufny był. Nie mógł się najeść- teraz bałam się , że zdechnie z przejedzenia! I nie wytłumaczył się, gdzie był! Dobrze, że jest.
Dziś dzień bez jazdy , więc poszalałam trochę w kuchni. Trzeba przecież przerobić to, co wyhodowałam, a jest tego niemało!
Są ogóry kiszone, konserwowe na słodko, w zalewie musztardowej- brzydko wyglądające, ale smakujące wyśmienicie, z chili, z curry, z sosem sojowym z zieleniną, z przyprawą do grila i sama nie pamiętam już, jeszcze jakie. Jest też sos warzywny do makaronu - mój synek nie lubi warzyw, ale lubi spaghetti- więc jakoś te warzywka trzeba przemycać.
Na zawekowanie czeka jeszcze sałatka z cukinii.
Do piwnicy zniosłam już 112 słoiczków- więc przy takiej produkcji na ozdabianie nie ma czasu. Robię to dopiero, gdy idą do ludzi- w darach oczywiście. Takie sobie dusiowe smaczki. Smacznego!
niedziela, 17 lipca 2011
Kosz pełen lata.
No i masz babo placek. Planowałam, że na urlopie tyle zrobię i na nic nie mam czasu. Ledwo chałupę ogarniam. Zaczęły się warzywa, przetwory, ogórki itd- kto robi weki wie ,co mam na myśli. W dodatku nauka jazdy pochłania mi dużo czasu- wyjazdy na lekcje do miasta wojewódzkiego, gdzie zdawać będę egzamin, trwają 6 godzin, po których mam wyprany mózg , sztywny kark i bolące mięśnie od kurczowego ściskania kierownicy :). Staram się jednak zajrzeć do swoich blogowych koleżanek, choć nie zostawiam komentarza- wybaczcie.
A oto mój warzywnik:
Jeden wielki busz. Hojnie w tym roku obrodził, więc kosze pełne lata dostają ode mnie wszyscy moi znajomi- przecież sama tego nie przejem, a lubię sprawiać innym radość.Warzywnik musiałam ogrodzić -sprawne oko zapewne dojrzało sznurki i puszki po piwie. Pisałam Wam już, że goszczą się u mnie sarny- zimą zniszczyły mi dużo krzewów, a teraz zwąchały świeże warzywka, więc zalatują, jak do siebie. Kocham zwierzęta, ale nie lubię, jak niszczą mają pracę.I jeszcze na deser pomidorki z mojej wiosennej armii:
Ps. Lecą grzebać w aparacie, bo wszystkie zdjęcia ostatnio robi w kolorze blue. Buziaczki!
poniedziałek, 4 lipca 2011
A deszcz pada i pada...
Trzeci dzień leje prawie bezustannie. Szaro ponuro, zimno, nic się nie chce.Między jedną , a drugą ulewą zebrałam malinki, które już prosiły o zerwanie.
Część poszła od razu na koktajl, reszta do nalewki.
Pisałam ostatnio, że zaczęłam się na starość czegoś uczyć. To miała być tajemnica, nie chciałam , aby w razie porażki ktoś się śmiał ( jako że koleżanki i koledzy z pracy czasem tu wpadają ). Niestety szydło z worka wyszło dość szybko- kolega z pracy widział mnie na pierwszej jeździe, bo właśnie po 40-stce na kurs ten się zapisałam.I gdyby nie fakt, że od razu zapłaciłam całość( sknera jestem! ) pewnie już bym zrezygnowała. Każda lekcja jazdy to ból brzucha przed.Za dużo nerwów, za dużo stresu.Niestety, taka już jestem, że wszystko, co robię musi być zrobione perfekcyjnie , a jeździć od razu perfekcyjnie się nie da :( Pocieszam się, że i tak jest już lepiej- przynajmniej trzymam się swojego pasa ruchu !!! Dziś będę jeździć do tyłu po łuku. O matko, ostatnio, jak się tego uczyłam, myślałam, że coś z oczami mam, zeza jakiegoś okresowego dostałam, czy jaka cholera, bo za groma pachołka pomiędzy zagłówkami nie widzę!! I na dodatek, jak się do tyłu patrzę, to kierunki skrętu kierownicy mi się mylą!! Podejrzewam, że niejeden z kilkoma promilami jedzie prościej.Biedna moja instruktorka.....Idę pojeździć, buziaki.
Część poszła od razu na koktajl, reszta do nalewki.
Pisałam ostatnio, że zaczęłam się na starość czegoś uczyć. To miała być tajemnica, nie chciałam , aby w razie porażki ktoś się śmiał ( jako że koleżanki i koledzy z pracy czasem tu wpadają ). Niestety szydło z worka wyszło dość szybko- kolega z pracy widział mnie na pierwszej jeździe, bo właśnie po 40-stce na kurs ten się zapisałam.I gdyby nie fakt, że od razu zapłaciłam całość( sknera jestem! ) pewnie już bym zrezygnowała. Każda lekcja jazdy to ból brzucha przed.Za dużo nerwów, za dużo stresu.Niestety, taka już jestem, że wszystko, co robię musi być zrobione perfekcyjnie , a jeździć od razu perfekcyjnie się nie da :( Pocieszam się, że i tak jest już lepiej- przynajmniej trzymam się swojego pasa ruchu !!! Dziś będę jeździć do tyłu po łuku. O matko, ostatnio, jak się tego uczyłam, myślałam, że coś z oczami mam, zeza jakiegoś okresowego dostałam, czy jaka cholera, bo za groma pachołka pomiędzy zagłówkami nie widzę!! I na dodatek, jak się do tyłu patrzę, to kierunki skrętu kierownicy mi się mylą!! Podejrzewam, że niejeden z kilkoma promilami jedzie prościej.Biedna moja instruktorka.....Idę pojeździć, buziaki.
niedziela, 19 czerwca 2011
Zapraszam na niedzielne śniadanko.
Chlebek z dynią własnego wypieku, pomidorki z mozarellą i bazylią posypane kwieciem , świeże masełko, tarasik, śpiew ptaków, czerwcowe słoneczko- czy czegoś trzeba więcej? Lubię leniwe niedzielne poranki, kiedy ogród ogarnięty , a trawa wykoszona. Jeszcze tylko kilka dni pracy i wakacje! Nie planuję w tym roku żadnych wyjazdów- będę się lenić, długo spać , jeździć na rowerze i robić wszystko to, co lubię.Zamierzam tez troszkę poszyć. Pierwsza anielica z serii big-mama już jest :
Ma fajne udka , kocyk i spinacz-będzie wywieszać pranie.
Zaczęłam też na stare lata uczyć się pewnej umiejętności - nie mogę na razie zdradzić jakiej, powiem tylko,że idzie mi jak krew z nosa. Kolejny raz przekonuję się, że na wszystko w życiu jest czas.Życzę wszystkim podczytującym, aby go nie przespały !
Subskrybuj:
Posty (Atom)







































